<$BlogRSDURL$>

2007/03/29

Słowa Lema 

Wydanie książki Wojtka Orlińskiego o Lemie (polecam!) zainspirowało mnie do ponownego przejrzenia kilku książek Lema. Dziś czekając w Urzędzie Skarbowym czytałem kawałki z wywiadu-rzeki z Lemem pt. "Świat na krawędzi". Trafiłem akurat na taki fragment [skróty ode mnie]:


Chciało się mieć Polskę wolną, ale nie chciało się mieć takiej. Słowa "instynkt państwowy" zostały w przykrych okolicznościach i w złej sytuacji przez Bolesława Piaseckiego wyartykułowane, nieszczęśliwie użyte [...] ale słusznie sięgnął po nie niedawno Giedroyć. Coś takiego powinno jednak istnieć: nie tromtadracja śliniąca się i głupkowata, jak na skrajnej prawicy. Nie powinny już nami rządzić trumny Piłsudskiego i Dmowskiego; tymczasem deskami z trumny Dmowskiego łomoce sie, kogo się da. Są jednak ludzie niepouczalni, science-proof and knowledge resistant - całkowicie nieprzepuszczalni na żadne argumenty ani fakty. [...] Różnice zachodzące pomiędzy katolicyzmem otwartym, jaki reprezentował i może jeszcze reprezentuje "Tygodnik Powszechny", a tym co wypisuje "Nasz Dziennik" czy "Niedziela", są przerażające. Dwie otchłanie, dwa zupełnie różne kierunki - jak można twierdzić, że jedno i drugie wywodzi się z Ewangelii, nie mogę zrozumieć.


Dlaczego tacy ludzie nie zajmują się polityką? Czekajcie... wiem już dlaczego.

Etykiety: ,


2007/03/28

Co z tym Twitterem? 

Twitter
Czyżby Twitter był tym, co obiecywano nam pod koniec lat 90-tych? Mieliśmy móc zajrzeć na czyjąś stronę, i stamtąd dowiedzieć się, co ta osoba robi, gdzie jest etc? Być może. Kiedyś myślano że blogi są właśnie "tym czymś" co pozwoli na dodatkowy kontakt między ludźmi - tak się jednak nie stało, blogi stały się bardziej narzędziem autokreacji, ewentualnie serią felietonów - do tego stopnia, że niektórzy prowadzą kilka blogów - zawodowy, hobbystyczny, osobisty etc.
Szaleństwo Twittera, jakie ogarnia Internet, jest dla mnie przynajmniej zrozumiałe (w odróżnieniu np. od szaleństwa MySpace i serwisów społecznościowych). Elastyczność i prostota powoduje, że można używać Twittera zarówno jako "status IM bez IM", jak i jako bramkę rozsyłającą SMS-y do grupy osób za cenę jednego etc.
Zagrożenia? No cóż... widzę dwa - przy założeniu oczywiście że Twitter nie jest modą o której wszyscy zapomną za dwa tygodnie.
Pierwsze: jeśli bloggerzy będą chętniej (bo szybciej, prościej) aktualizować Twittera niż bloga, spowoduje to powolny spadek jakości zawartości Internetu z jakim mamy do czynienia. Steve Rubel zatwitował ostatnio:
BTW my Twittering time unquestionably is causing my blog to suffer.

Drugie zagrożenie to zachęta do o wiele bardziej beztroskiego zdradzania prywatnych informacji niż w przypadku blogów. Dość łatwo zanalizować dane z Twittera pod kątem wyjść z domu, powtarzających się terminów, odwiedzanych stron, listy znajomych etc.
Werdykt: na razie się pobawię, ale jako poboczna informacja dla przyjaciół i rodziny na zasadzie "globalnego statusu IM". Może mi się znudzi, a może nam wszystkim się znudzi?

Etykiety: ,


2007/03/27

Jak walczyć z piractwem? 

Ciekawy artykuł Johna C. Dvoraka na temat tego jak walczyć z piractwem, równocześnie nie zabraniając wymiany plików przez Internet. Brzmi całkiem sensownie.

Etykiety: ,


Twitter 

Mały eksperyment z Twitterem. Zobaczymy jak się rozwinie. Wygląda na coś dobrego przy braku czasu...

Etykiety: ,


2007/03/19

Rocky Balboa 

Legenda powraca na ekrany kin, tym razem głównie po to aby rozliczyć się ze swoim życiem i przeszłością. Film świadomie i dość nachalnie nawiązuje do pierwszej (w oczywisty sposób najlepszej) części serii. Przez większość czasu postarzały, prowadzący restauracyjkę Rocky próbuje odnaleźć odpowiedź na to, czemu jest samotny i żyje przeszłością. Jego żona nie żyje, a syn ma swoje sprawy i nie ma czasu dla Rocky'ego, a nazwisko ojca, choć na początku kariery mu pomogło, teraz zaczyna mu trochę ciążyć. Rocky w rocznicę śmierci Adrian przy powrocie z cmentarza odwiedza swoją starą dzielnicę i rozpoczyna się ciąg wydarzeń, który doprowadza do tego że jeszcze raz staje na ringu, zyskuje nowych przyjaciół i odzyskuje szacunek syna. Fighters fight, nie ma sensu uciekać od samego siebie. Co ciekawe, sam mecz jest pokazany bardzo skrótowo, migawkowo, bardziej odbywa się w głowie Rocky'ego, i jego wynik na ringu nie ma wpływu na wewnętrzny triumf jaki przeżywa znów mogąc walczyć.
Film mi się podobał, choć jest mocno refleksyjny i po prostu smutny. Stanowczo polecam fanom serii, szczególnie tym którzy część pierwszą cenią najbardziej. Ocena: 4/5.

Etykiety: , ,


Post numer 101 

Jest to 101 post! (Poprzedni był więc okrągły ale przegapiłem).

Weekend przyniósł jeszcze jedną okrągłą liczbę - jako że skończyłem w sobotę 25 lat. (To dwa do potęgi piątej, nie 25 :-) ).

2007/03/14

W podpunktach 

Dziś wpis w starym stylu, w podpunktach

Etykiety: ,


This page is powered by Blogger. Isn't yours?